Fajka wodna
Blog o fajkach wodnych

Camel, teleskop i ptak wnerwiacz.

Pogoda dzisiaj miała być paskudna a w najlepszym razie nieciekawa. Mimo to postanowiłem ruszyć swe leniwe cielsko najpierw w stronę auta a potem już prosto na działkę. Opłaciło się gdyż jak zwykle meteorologia okazała się nauką kompletnie nieścisłą. Jak działka to wiadomo, cisza, spokój, las, ptaki, grill i browar. Wróć ! …. tym razem bez browaru bo dotrzeć  dzisiaj niestety do domu muszę.  No i oczywiście shisha.
Tym razem ta z bagażnika. Zawsze mam ze sobą małego Camela, tak na wszelki wypadek. Już dawno nie był mi potrzebny ale tym razem był niezastąpiony. Nigdy nie byłem zwolennikiem malutkich fajek wodnych lecz są rzeczywiście sytuacje, w których są po prostu niezastąpione a niekiedy nawet są zbawieniem. Wiele razy zastanawiałem się po kiego czorta wala mi się ona po bagażniku licząc że kiedyś przyjdzie Ten dzień. I przyszedł właśnie dzisiaj gdy okazało się że moja działkowa shisha a dokładnie mówiąc  jej stan pozostawia wiele do życzenia.  Zupełnie zapomniałem o niej ostatnio i  zostawiłem biedactwo w lesie na pastwę losu. Kto wie, może jakaś wiewióra miała trochę radochy jak mnie nie było. Tak więc moje gorączkowe myśli skierowały mój  wzrok w stronę wspomnianego bagażnika. Takie małe a cieszy J
Ponieważ grilla robię na węglach kokosowych  nie musiałem specjalnie szykować węgielka gdyż  miałem ich aż nadto do wyboru. Najlepiej wybrać taki który jest już sporo mniejszy niż był na początku, przed rozpaleniem. Mamy wtedy gwarancję że będzie idealny.  Jest już wtedy właściwie samym żarem bez przygasających czarnych fragmencików. Ponieważ kokoski nie dymią i nie smrodzą idealnie nadają się i do grilla i do shishy.  Lepiej też użyć kilku małych niż jednego dużego bo trzeba pamiętać że chodzi nam o uzyskanie wysokiej i kontrolowanej temperatury nad melasą w cybuchu aby spowodować równomierne jej tlenie się a nie spalanie ,de facto.  
Leżaczek, shisha i …. Teleskop.
Rozsiadłem się wygodnie na leżaku, przodem do lasu. Camela ustawiłem na stoliku gdyż tak małą fajkę ciężko raczej opanować z gleby nie robiąc wokół siebie rozpierduchy. Kawka była już gotowa więc nadszedł czas na długi relaks. Po chwili kłęby dymu przesłoniły las. Gdy coś już było widać dostrzegłem na jednej z sosen duże ptaszysko. Kolorowe jakieś. Chwilę póżniej a dokładnie kilka buchów cytro-miety Rommana Premium, między mną a lasem stał mój teleskop Bressera. Mam model Mars Explorer nadający się do obserwacji księżyca. Z ziemi J ale to mi w zupełności wystarcza na co dzień.  Po małej zmianie konfiguracji okularów i przejściówek, które nie wiem jak się fachowo nazywają nadaje się rewelacyjnie do obserwacji otaczającej nas przyrody i jej niezwykłych okoliczności. Tak więc rozpocząłem namierzanie ptaszyska. Tylko że ono nie chciało w ogóle współpracować. Co wycelowałem w nie teleskop ono przesiadało się na inną gałąź zanim zdążyłem przyłożyć oko do okularu.  Ale byłem uparty i kombinowałem tak wielokrotnie.  Po kilku próbach ptak odfrunął gdzieś w głąb lasu a ja zniechęcony opadłem na leżak i chwyciłem ponownie za wąż.  W takich chwilach frustracji wywołanej leśną fauną, cytrynowo miętowa mieszanka naprawdę daje ukojenie. Jeżeli lubicie pić kawę i palić shishę równocześnie takie zestawienie powinno wam skojarzyć się z piciem doskonałej latte  z syropem miętowym  wzbogaconym kroplą soku z cytryny. Powinno Was zrelaksować i przywołać wspomnienie wakacji. Powinno uspokoić i odprężyć. Powinno też pomóc zapomnieć o kolorowym dużym ptaszysku, które po schowaniu teleskopu wraca wraz z kumplami i przesiaduje w bezruchu przez dobre 10 min na pobliskim drzewie.

video recenzja Romman Premium Lemon Mint

1 komentarze:

Śmiechowe :)


Prześlij komentarz


Pomagaj i wygrywaj

Obserwatorzy

Wystąpił błąd w tym gadżecie.

FOTOKOD

FOTOKOD